Nowofundland 


,,Zanim kupisz nowofundlanda przeczytaj...”

...  tak czytałam, słuchałam wspaniałych rad, na wszystko się godziłam i decyzja zapadła. Pojawiła się w naszym domu malutka, czarna kuleczka, na którą czekała śliczna miska, a w niej wspaniała, najlepsza ze wszystkich możliwych KARMA dla szczeniąt. Pies miał ją jeść, rozwijać się i rosnąć. Jakie było nasze rozczarowanie, gdy maluch od pierwszego dnia zaczął grymasić przy misce, nie rzucał się na nią jak mnie ostrzegano (nowofundlandy to żarłoki, uważaj aby nie przekarmić, nie dawaj nic „ludzkiego” do jedzenia, bo zaszkodzisz, itd.). A tu psiak nie chce jeść. Kupiłam kolejną i kolejną najlepszą karmę. „Krasiłam” ją na różne sposoby jogurcikiem, żółtkiem, twarożkiem i bez specjalnych efektów, tylko dodatki znikały. Resztę jadł, bo nie miał innego wyboru, karmiony łyżeczką, z ręki. Połykał te cudowne granulki, bo tak chciała jego pani. Zwracał, wydalał potężne ilości, a o zapachu gazów nie wspomnę. Na wadze przybierał dość wolno. Miałam wrażenie, że nigdy nie wyrośnie na psa słusznych rozmiarów. Nasze spacery przypominały wielkie polowanie na kupy i inne śmieci. Zastanawiałam się nawet nad namordnikiem pytając forumowiczów co o tym sądzą. Dość ostro ten pomysł skrytykowano. Nowofundland w kagańcu? I tak przez pół roku pies dostawał „najlepszą suchą karmę”, jadł ją bo coś jeść musiał. Ileż to ironicznych uśmieszków i komentarzy na ten temat usłyszałam – rozpieszczony, nie chce jeść to niech nie je, sam przyjdzie do michy jak zgłodnieje itp..A on nie „głodniał”. Kolejny problem pojawił się podczas wyjazdowego szkolenia. Wiadomo, że psa należy motywować do pracy. Czym?, a no psimi ciasteczkami. Mojego niejadka takie ciasteczka nie interesowały. Wstyd mi było za niego. Inne psiaki oddałyby wszystko za ciasteczko, ale nie Lupus. Żeby „gada” zmotywować do pracy po kryjomu zaczęłam zabierać część swojego posiłku. Paróweczka czy kotlet sprawiły, że pies zaczął ze mną współpracować. I wtedy z pomocą przyszła mi współlokatorka kursu, która karmiła swoją labradorkę BARF -em.

- Spróbuj podać surowe mięso. Jakież było moje zdziwienie i radość kiedy zobaczyłam swojego psa dopadającego do michy bez żadnej zachęty. Kolejny posiłek to porcja mielonego mięsa z indyka zakupionego w pobliskim sklepiku. Od tego dnia wiedziałam, że to będzie nasz sposób żywienia.

Jest wiele publikacji na temat naturalnego żywienia psa surowym mięsem z warzywami i owocami. Nasze doświadczenie sprawiło, że zainteresowałam się tą metodą i teraz wiem, że w przypadku mojego psa jest to najbardziej odpowiedni sposób żywienia.

Lupus ma już 4 lata, waży 70 kg, skończyły się problemy z „polowaniem” na śmieci, nie jest łakomczuchem jak to bywa w przypadku nowofundlandów. Zjada ok.1 kg „surowizny” wliczając w to: mięso, ryby, warzywa, owoce, kości i inne dodatki. Koszt dziennego wyżywienia to ok. 10 zł. Nie zdarzyło się nigdy, by ukradł coś ze stołu czy z grilla. Jedzenie nie jest jego „pasją”. Nie protestuje ani też nie broni swojej niedojedzonej kości pozostawionej w ogrodzie. Nie pozwala jedynie nikomu jeść ze swojej miski. Jest ułożonym wielkim misiem, chętnie witającym wszystkich, którzy odważą się przyjść do naszego domu.